„Gdzie diabeł nie może, tam trupa pośle” – Iwona Banach

Po książkę sięgnąłem z ciekawości gatunku. Hybryda – komedia kryminalna – była mi obca. Jest to trzecia część serii. Nie znam poprzednich. Zachęcający był również absurdalny (zdawałoby się) opis wydawcy na końcu książki. Zacytuję tylko fragment:

Regina odkrywa, że w jej telewizorze zamieszkał szatan. Ponieważ obawia się, że mogła zwariować, wzywa na pomoc Emilię Gałązkę – swoją dobrą znajomą, a przy okazji specjalistkę od końców świata.

W tym czasie Paweł, obiecujący młody dziennikarz, zostaje poturbowany i uwięziony w ciemnej piwnicy. Na szczęście pomoc nadchodzi w porę, ale okazuje się, że chłopak spędził noc z… trupem.

Już po tej „zajawce” wydawałoby się, że więcej nie trzeba. Czego jeszcze można się spodziewać w środku? Oj, niemało tego będzie: nocne seanse terapeutyczne, sztuczna noga, maści z kalafiora, pies kradnący solary – i to tylko zalążek tego, co jeszcze tam się znajdzie. Poza tym gęsto tu od wszelkiej maści dziwności. Chyba nie muszę udowadniać, że absurd goni absurd. Na pierwszy rzut oka tak, ale w tym szaleństwie jest metoda.

Małomiasteczkowa społeczność, która jest ważnym tłem powieści, przedstawiona jest tu w sposób niezwykle przerysowany, ale zarazem prawdziwy i przede wszystkim zabawny. Bohaterowie są naprawdę szaleni. Nie sposób ich nie lubić. Tu się tyle dzieje, że czasem trudno nadążyć, ale trzeba przyznać, że autorka potrafi wpleść wiele komicznych i współczesnych sytuacji w kryminalną sprawę. Bawiłem się przednio! Jak już wspominałem Gdzie diabeł nie może tam trupa pośle to komedia pomyłek, pełna absurdów, niefortunnych zbiegów okoliczności, które idealnie przeplatają się z niezwykle oryginalnym i pełnym zagadek śledztwem.

Podsumowując, jeżeli lubicie lekką, zabawną i niezobowiązującą lekturę to polecam książkę Iwony Banach. W tym całym szaleństwie, zdecydowanie jest metoda na poprawę humoru.