„Mołdawia. Państwo niekonieczne” – Kamil Całus

Mołdawia wielu z nas kojarzy się z dobrym winem… i długo, długo nic. Ewentualnie wiemy, że jest jednym z najbiedniejszych państw europejskich. Cóż możemy więcej o tym młodym państwie powiedzieć, skoro sami Mołdawianie twierdzą, że nie ma u nich nic ciekawego oprócz ludzi. Oni są kapitałem nie wykorzystanym przez współcześnie rządzących. Ten negatywny obraz częściowo odczarowuje w reportażu Mołdawia. Państwo niekonieczne Kamil Całus.

Kamil Całus z wykształcenia wschodoznawca i dziennikarz pracujący w warszawskim Ośrodku Studiów Wschodnich, do Mołdawii od dekady regularnie podróżuje kilka razy w roku. Kraj i bolączki jego mieszkańców są mu bliskie.

Na kartach książki przewijają się różne postacie, które próbują odnaleźć się postsowieckiej rzeczywistości. Są to m.in.: Nicu  – emeryt, przeżył konsekwencje upadku Związku Radzieckiego i patrzył jak rzeczywistość wokół niego rozpada się na kawałki; Marina biegły psychiatra opowiada o codzienności w Kiszyniowie, powodach emigracji do… Polski; Adrian student anglistyki wyjaśnia praktyczną miłość Mołdawian do Rosji oraz wiele jeszcze innych postaci. Bolączkom mołdawskich emigrantów Całus poświęcił rozdział. Jednak objętościowo najwięcej uwagi autor przeznaczył na historię oligarchy Vlada Plahotniuca. Przekształcił on ten niewielki kraj w swój osobisty teatr lalek, w którym pociąga za sznurki. Poprzez opis poczynań tej postaci, autor pokazuje w jaki sposób oligarchowie zdobyli władzę w dawnych republikach radzieckich. W książce nie brakuje też zobrazowania genezy konfliktów narodowościowych na linii Mołdawianie – Naddniestrzanie – Gagauzi – Rosjanie – Rumuni. Chociaż można odczuć, że Mołdawia początkowo na kartach książki, przedstawiana jest negatywnie to jednak z postępem czytania, ten obraz staj się coraz bardziej pozytywny. Jak pisze sam autor: To chyba jedyny taki kraj w Europie, w którym każdy, bez względu na swoje pochodzenie i obywatelstwo, poczuje się jak u siebie.

Czytając reportaż Mołdawia. Państwo niekonieczne widać, że autor darzy dużą sympatią kraj i jego obywateli, pomimo oczywistych zaniedbań i wad. W kraju z wieloma problemami, który od uzyskania niepodległości jest targany przez wszystkie możliwe rodzaje kryzysów politycznych, wielu obywateli cały czas szuka swojej tożsamości narodowej. Przebija duże rozgoryczenie mieszkańców, którzy chcą żyć komfortowym, bezpiecznym i spokojnym państwie. Kamil Całus kreśli bardzo ciekawe tło historyczne, wskazuje jak na losy tego biednej republiki wpływały Rosja, Rumunia czy państwa zachodnie. 

Podtytuł książki jest oczywiście prowokacją, bo na końcu autor odpowiada czytelnikowi skąd ta niekonieczność wynika. Kamil Całus podjął się bardzo trudnego zadania, żeby objąć i opisać w jednym reportażu całe państwo i jego mieszkańców. Reportaż pomimo trudnych, skomplikowanych i nie zawsze pochlebnych dla Mołdawian opinii, zostało bardzo sprawnie i przejrzyście napisany. Historia Mołdawii może być również przestrogą dla innych państw. Z kraju, który w czasach radzieckich zapewnił swoim mieszkańcom jeden z najwyższych poziomów życia w całym sowieckim państwie, w ciągu kilku lat stała się najbiedniejszym państwem na kontynencie europejskim. Cieszy też, że powstał reportaż o kraju, o którym niewiele mówi się. Pokazuje to jak zróżnicowane było dawne ZSRR. Książkę polecam jak mołdawskie wino i słońce.