„Świerczewski. Śmierć i kult bożyszcza komunizmu” – Krzysztof Potaczała

Każda ideologia chce kreować własnych superbohaterów. W okresie PRL nadawał się do tego idealnie Karol Świerczewski „Walter”. O mitologizacji i losach propagandy opowiada Krzysztof Potaczała w najnowszej książce „Świerczewski. Śmierć i kult bożyszcza komunizmu” specjalista w historii wydarzeń, których akcja toczy się w Bieszczadach.

Dziś dla wielu Polaków generał Karol Świerczewski ps. „Walter” to postać nieznana. Jego sława i chwała przeszła tak szybko jak znienawidzony ustrój, którego był twarzą. Ginie on w 1947 roku w Jabłonkach koło Baligrodu od kul Ukraińskiej Powstańczej Armii. Po jego śmierci Jabłonki stały się narodowym sanktuarium. Do grobu pielgrzymowało setki tysięcy Polaków. Oddawali mu w tym miejscu hołd. Wiele szkół i towarzystw za patrona obierało człowieka, który w popularnym utworze ku jego czci „kulom się nie kłaniał”. W celu upamiętnienia powstały specjalne rajdy w Bieszczadach, muzeum, pomniki oraz kilka filmów propagujących jego „bohaterstwo” oraz przy okazji pokazujących piękno komunizmu, dla którego poświęcił życie.

Książka „Świerczewski. Śmierć i kult bożyszcza komunizmu” jest to przede wszystkim obraz epoki, w którym przyszło żyć wielu pokoleniom Polaków. Od końca II wojny światowej do roku 1989 był czołową legendą tego okresu. Mit Karola Świerczewskiego żywy jest długo, na pewno do końca PRL, a nawet trochę dłużej. Widać to na podstawie przytaczanych relacji, opowieści ludzi oraz współczesnych spotkań upamiętniających Świerczewskiego.

Potaczała rozpoczyna opowieść od początków kształtowania się mitu o wielkich czynach generała „Waltera”. Na podstawie różnych źródeł rekonstruuje ostatnie dni życia dowódcy. W kolejnych rozdziałach skupia się jego biografii, żeby później płynnie przejść do historii wykorzystania tej postaci w propagandzie socjalistycznej. I te następne rozdziały są wyjątkowo ciekawe. Na podstawie zebranych opowieści, artykułów, listów, kronik telewizyjnych i szkolnych uzmysławia czytelnikowi jak łatwo człowiek może poddać się indoktrynacji. Dziś dla wielu szkół i instytucji pewnie wstyd, że za patrona mieli Świerczewskiego, któremu w tym czasie oddawali ogromną cześć. Legenda, cała otoczka wokół tej postaci spowodowało, że w wielu przypadkach młodzi ludzie fascynowali się tą historią. Większość z nich wychowała się na opowieściach i książkach, gdzie waleczni żołnierze walczyli ze złowrogą UPA.

„Świerczewski. Śmierć i kult bożyszcza komunizmu” uświadamia jak bardzo autorytety promowane przez państwo czy pewne kręgi społeczeństwa mogą być wykorzystywane w różnych celach. Widać też na przykładzie kultu generała „Waltera”, że pamięć ludzka jest krótka oraz można ją dowolnie manipulować. Reportaż choć opowiada o czasach zamierzchły dla wielu z nas to jednak może być przestrogą przed współczesnym kreowaniem autorytetów zaspokajających zapędy państwowej propagandy.