„Państwo Gucwińscy. Zwierzęta i ich ludzie” – Marek Górlikowski

Bardzo ucieszyło mnie powstanie reportażu „Państwo Gucwińscy. Zwierzęta i ich ludzie” pióra Marka Górlikowskiego. Po jego biografii „Noblista z Nowolipek. Józefa Rotblata wojna o pokój” liczyłem, że ta pozycja nie zawiedzie moich oczekiwań. I miałem rację.

W dzieciństwie zmuszano mnie do oglądania trzech programów w telewizji, skąd miałem czerpać wzorce do naśladowania. Był to Jan Miodek z „Ojczyzną Polszczyzną”, Bogusław Wołoszański i jego „Sensacje XX wieku” oraz Hanna i Antoni Gucwińscy „Z kamerą wśród zwierząt”. Dwa pierwsze programy oglądałem z przymusu, ale paradoksalnie spowodowały, że zajmuje się tymi dziedzinami zawodowo. W program Gucwińskich byłem wpatrzony. Do dziś dawnych dyrektorów wrocławskiego zoo darzę sentymentem. Chociaż dużej ilości zwierząt nie posiadam to za wpojenie do nich miłości jestem im wdzięczny.

Książkę „Państwo Gucwińscy. Zwierzęta i ich ludzie” mimo pokaźnych rozmiarów bardzo szybko pochłonąłem. Nie skupia się ona tylko na życiu i działalności gospodarzy programu „Z kamerą wśród zwierząt”. W relację i opowieść Górlikowskiego wpisane zostały również inne znaczące osoby, które stanowiły trzon wrocławskiego zoo, choć dziś mało kto o nich pamięta. Autor bardzo często w narracji oddaje głos Gucwińskim. Jednak dopuszcza i konfrontuje z nimi nieprzychylne im opinie. Nie jest to klasyczna biografia. Początkowo każda z osób przedstawiona zostaje osobno, a z czasem toku narracji łączy się w jedną opowieść o najbardziej znanej parze polskich zootechników.

Reportaż nie jest laurką czy opowiedzeniem się po którejś stronie. Czytelnik powinien wyrobić sobie swoje zdanie na ich temat oraz działalności nie tylko jako administratorów zoo, ale także z aktywności medialnej, politycznej i społecznej. Autor pokazuję świat, który nie jest czarno-biały, nie ma stuprocentowo dobrych bohaterów i stuprocentowo złych. Dobro miesza się z potknięciami, ludzkimi słabościami oraz uczuciami zwierząt, które nie są w tej książce tylko dodatkowym tłem.

Książkę polecam nie tylko sympatykom wrocławskiego zoo. Reportaż powinni przeczytać także przeciwnicy pracy Gucwińskich, aby zobaczyć, że prawda leży gdzieś pośrodku.